Pierwszy dzień w Chile – Valparaiso

Pierwszy dzień w Chile – Valparaiso

Czwartek/Piątek, 2-3 stycznia

Na lotnisko dojechałem w rodzinnym gronie, syn jechał z rodziną w góry i zabrali mnie ze sobą. Start o 4:45, na lotnisku byłem o 7:00 z minutami.

Lot do Rzymu o czasie, miałem 6 godzin na zobaczenie Rzymu. Pojechałem pociągiem do centrum i zrobiłem sobie wycieczkę objazdową piętrowym busem. Miałem za mało czasu na chodzenie pieszo  – to zostawiam na przyszłość. Jest co zwiedzać.

Powrót na lotnisko tym samym pociągiem. O 22:00 z minutami wystartowałem do Santiago.

Po lądowaniu w Santiago zauważyłem, że lotnisko rozbudowało się przez 2 lata. Sam lot był spokojny, trwał ponad 15 godzin, z czego 8 przespałem. Przejście przez lotnisko i odprawa zajęły dobrą godzinę. Na lotnisku kupiłem kartę do telefonu z internetem. Taxi z lotniska na dworzec autobusowy kosztowało mnie 96,00 PLN, a bilet autobusowy do Valpo jedynie 29,00 PLN. W 1,5 godziny byłem już Valparaiso, autobus super (klimatyzacja i wygodne siedzenia).

W czasie jazdy zarezerwowałem hotel Ecomusic do niedzieli (3-5 stycznia), cena 80$ za dwa dni. Niestety pełna cena za pokój dwuosobowy, mimo że jestem sam. Miejscówka okazała się super, dookoła pełno knajpek, galerii itp. W mieście działa Uber, więc po szybkiej kąpieli późnym popołudniem wyskoczyłem na miasto zobaczyć port i stare znajome miejsca. Widok nie najlepszy, po ostatnich zamieszkach w sylwestra w powietrzu pozostał zapach gazu łzawiącego. Przy głównym placu i okolicznych ulicach widać budynki z blachami i kratami w drzwiach i oknach. A gdzie nie było zabezpieczeń to szyby powybijane, ramy okien powypalane od koktajli Mołotowa. W powietrzu czuć napięcie spowodowane tymi zamieszkami. Miasto sporo przez to straciło, ale amerykańskich turystów nie brakuje. Chyba przyjeżdżają z sąsiedniego Viña del Mar – części wybrzeża z nowoczesnymi hotelami.

Późnym popołudniem spotykam się z Olką i jej partnerem o imieniu Guy w fajnej knajpce o nazwie Tres Peces. Dobre jedzonko i fajny klimacik – Olka mówi, że to najlepsza restauracja w Valpo. Opowiada o zamieszkach i strajkach, które spowodowały odpływ amatorów statków do sąsiedniego San Antonio (70 km na południe). Sama mówi, że to chyba ostatni raz kiedy wysłała transport do Valparaiso.

 

Sobota, 4 stycznia

Czas sprawdzić co u Martiny, która pomagała nam z odprawą, i jej męża.